sobota, 30 maja 2015

Logika.

- Piłeś to mleko truskawkowe?
- No, ale smakuje jak Augumentin*.
- Yyy... A mogę spróbować?
- Ale przecież ty jesteś zdrowa!

* antybiotyk

czwartek, 28 maja 2015

Prawdomówność.

- Józef, a byłeś dzisiaj grzeczny w przedszkolu?
- Yyy... No właśnie nie... bo niestety wstałem dzisiaj lewą nogą.
Znów kłody pod, nomen omen, nogi.

poniedziałek, 25 maja 2015

Świadomy konsument.

- Józek, co dzisiaj jadłeś? - pytam z troską.
- Aaa wiesz, jakieś produkty do jedzenia i konserwanty.

Ta. I syrop glukozowo-fruktozowy.

niedziela, 24 maja 2015

Obiecanki-cacanki.

Przy śniadaniu: - Wiesz, mamo, kiedyś przestanę interesować się autami. I będę interesował się samolotami.

Czuję dreszczyk podniecenia.

sobota, 23 maja 2015

Nonkonformista.

Józef uwielbia, czy może raczej UWIELBIA, rysować. I robi to całkiem nieźle, co jest zaskakujące, zważywszy na fakt, że jego rodzice narysować potrafią kółko, kwadrat, a przy pomyślnych wiatrach coś tak skomplikowanego jak dwuwymiarowe auto. Przemysł papierniczy z trudem zaspokaja potrzeby Józefa, który całe ryzy papieru przerabia na rysunki. Głównie aut.

O ile w domu pozostawiam mu dowolność tematyki prac (no, tylko czasem sugerując, że może tym razem kotka? pieska? prooooszę...), o tyle problem pojawia się w przedszkolu, gdzie tematem przewodnim kolorowanek czy prac grupowych są śmieszne biedronki, nudne jak flaki z olejem smoki, choinki lub inne pierdoły ze świata flory i fauny. Ale i temu można zaradzić. 

Popłakałam się ze śmiechu, oglądając wystawę grupy pierwszej, do której uczęszcza Józef. Jego artefakty rozpoznałam z daleka. Biedronka miała rurę wydechową, z której delikatnie unosiła się wijąca wstęga spalin oraz światła z przodu i z tyłu. Smok zaś był precyzyjnie pokolorowany, a następnie umieszczony za kierownicą dorysowanego samochodu.

Bo nie ma rzeczy niemożliwych!

poniedziałek, 18 maja 2015

Słaby punkt.

Godzina 23. Słyszę, że się kręci, ziewa, posapuje. Obudził się. Czekam. Nieśmiało wchodzi. Kapcie na małych girach, oczy zamknięte, uśmiech od ucha do ucha.

- Wszystko ok? - skinienie.
- Dobrze się czujesz? - bezgłośne potwierdzenie.
- Chcesz pić? Siku? - kręci głową.
- Chcesz ze mną spać? - pytam z nadzieją. Chce. Zawsze chce. Idę wydeptaną ścieżką po Jego kołdrę. Tulę. Ja też nie lubię spać sama.

sobota, 16 maja 2015

czwartek, 14 maja 2015

O czasie.

Mądrość i chłonność umysłu mego syna objawiła się nieoczekiwanie umiejętnością czytania, następnie liczenia do 100, dodawania dwóch liczb (także przy pomocy kalkulatora), a niedawno także znajomością zagadnienia czasu... 

Tradycją stało się, że w soboty Józef sypia u dziadków. A tam atrakcji jest moc - dwa stare koty, które nie mają siły uciekać, szalony pies, który uwielbia zabawę w chowanego (wszak to retriever z duszą poszukiwacza-ratownika), słodycze, do których dostęp jest o wiele łatwiejszy niż w domu, biała wędlina* (bywa), ale przede wszystkim jest Agnieszka**, która zna się na kołach zębatych, sprzęgłach, ma rolki i wie, ile wynosi sinus pi (zero). Dlatego sobota to święto poprzedzone wielkim oczekiwaniem. W związku z tym każda wizyta u moich rodziców (w których kuchni wisi mroczny przedmiot pożądania) wiąże się z pytaniem: "Mamo, czy mogę pobawić się kalendarzem? Proszę". Ponieważ jestem niezwykle wrażliwa na prośby mojego dziecka, wyrażam zgodę i staję się jednoosobową publicznością:

- Mamo, a wiesz, że po poniedziałku jest wtorek, a po wtorku jest środa, a po środzie jest czwartek, a po czwartku jest piątek, a po piątku jest sobota, a po sobocie jest niedziela, a po niedzieli jest poniedziałek (...) - ta zabawa może trwać. Długo.

- Mamo, a dlaczego dzisiaj jest wtorek? - płaczliwy ton, ale i iskierka nadziei błyska w oku. - Ja chcę, żeby już była sobota.- niewiele myśląc, wyrywa zbędne kartki. - Ale fajnie. Dzisiaj sobota. I będę się mył oldspajsem i nie będę musiał długo myć zębów, i będę spał u babci w łóżku, i zjem męską kolację z dziadkiem!

- Mamo, a wiesz, że kiedyś w sobotę był dziesiąty?

Ale kopara opadła mi ostatecznie, kiedy Józef obalił mur oddzielający dzieciństwo od dorosłości, skumawszy tajemnicę analogowego zegarka:

- Mamo, a wiesz, że na tym zegarku 1 to też 13, 2 to 14, 3 to 15, 4 to 16... (itd.)?

MACIERZYŃSTWO UPRAWIAM HOBBYSTYCZNIE.

* wspominana już słonina - przysmak dzieci i młodzieży;
** 1/2 mojego ukochanego rodzeństwa.

Trójkąty i kwadraty.

- Mamo, a Martynka jest moją dziewczyną.
- Poważnie? - duma miesza się z trwogą.
- No. I Karola też.
Kilka godzin później.
- A bawisz się czasem z Martynką lalkami?
- Nieee. - dziecko wyraźnie podkreśla swoją niechęć. - Ja wolę się bawić autami. A nie jakimiś... - szuka odpowiedniej inwektywy. - dzidziusiami.

Krew w piach.